Fale
nadchodziły coraz szybciej. Każda kolejna wydawała się być wyższa i zimniejsza.
Dookoła było ciemno, a woda ciągnęła się aż po horyzont. Ledwo łapał oddech. Woda
w jego płucach zaczyna ciążyć, oczy przestawały odbierać bodźce a mięśnie
odmawiały pracy. Szalejąca burza
nasilała się z każdą sekundą. Otwierał usta łapczywie pobierając tlen, którego
tak bardzo potrzebował. Teraz już tylko jego głowa znajdowała się ponad falami.
Tonął, lecz robił wszystko, by przeżyć. Nagle coś zaczęło ściągać go w dół, nie
mógł złapać oddechu ani wykonać najmniejszego ruchu. Wyglądał na
sparaliżowanego, ale wewnątrz krzyczał najgłośniej jak umiał. Woda otuliła go
całego.
-Danny? - usłyszał głos dobiegający jakby z daleka.- Danny, wszystko w porządku?- Dźwięk ranił jego uszy. Gwałtownie usiadł na kanapie biorąc głęboki wdech. Przetarł oczy. Czuł ból w klatce piersiowej i swego rodzaju paraliż. Oddychał głośno i płytko, nie mogąc złapać właściwego oddechu. Zagarnął ręką włosy do tyłu i na chwilę ukrył twarz w dłoniach następnie, zjeżdżając nimi po twarzy, złapał się za kark.- Dan..?
-Uh, tak..W porządku. Tak myślę..
-Na pewno ? – Chłopak zapalił lampkę i otworzył lekko okno, widząc, że jego przyjaciel nie jest w najlepszym stanie. – Wyglądasz na zmęczonego. I przerażonego. Danny, coś się stało ? – Spytał zajmując miejsce obok niego.
-To tylko zły sen. Ostatnio mam je co raz częściej. Po prostu nie mogę się wyspać, czuję się potwornie zmęczony. Nie mam pojęcia jak długo to jeszcze potrwa, mam dość tych przeklętych nocy. – ostatnie kilka słów wypowiedział ze złością przez zaciśnięte zęby i ponownie ukrył twarz w dłoniach. Ben położył swoją dłoń na jego plecach.
-Rozumiem, ale, hej, już dobrze. Jestem tu.
-Dziękuję. Właściwie po co przyszedłeś ?
-Chciałem spytać, czy mogę pożyć laptopa, mój został w busie a nie mogę spać i trochę się nudzę. Nic takiego.
-Jasne, bierz, nie ma sprawy..
-Dzisiaj już nie będzie mi potrzebny. Nie zostawię Cię w takim stanie. Spójrz, ciągle się trzęsiesz, do tego oddychasz niespokojnie. Zostanę, jeśli nie masz nic przeciwko.
-Dziękuje. – Danny wtulił się w chude ramiona Bena, kładąc swoją głowę na jego ramieniu.
Tak bardzo potrzebował teraz kogoś, kot nie będzie pytał, kogoś, do kogo będzie mógł się przytulić i poczuć bezpiecznym. Te sny go wykańczały, w końcu ile można wytrzymać, budząc się z bezdechem, strachem w oczach i potem na całym ciele, nawet kilka razy w ciągu jednej nocy? Był osłabiony, miał sińce pod oczami, a w dzień jedyną rzeczą, która trzymała go na nogach była kawa, którą wlewał w siebie litrami. Dobrze, że mieli wolne od koncertów, nie dałby rady. Czuł, że stoi na granicy szaleństwa. Czasem, po przebudzeniu myślał o wszystkim, wypalając nawet i dwie paczki papierosów za jednym razem. Nie rozumiał sam siebie. Plątał się we własnych myślach, a każde pytanie, które zadawał sobie, by choć trochę wydostać się z tego bałaganu sprawiało, że zaplątywał się jeszcze bardziej. „To mnie wykończy..Jak długo jeszcze dam rade?” – ciągle ta jedna myśl obijająca się o wszystkie zakamarki jego czaszki.
Ben siedział w milczeniu gładząc włosy leżącego na jego kolanach Danny’ego, które oddech w końcu się uspokoił a ciało przestało drżeć.
Minęło już dobre półtorej godziny odkąd wymienili jakieś zdania. W pokoju panowała cisza. Gitarzysta zjechał dłonią z włosów na policzek młodszego od siebie chłopaka.
-Może spróbuj zasnąć ? – wyszeptał.
-Boj..- przerwał – nie chce. – Ben przymknął oczy słysząc jego zrezygnowany ton głosu. Martwił się, widząc w jakim stanie jest jego przyjaciel. Nie chciał, żeby cierpiał. Nie mógł sobie poradzić z myślą, że nie może mu pomóc, zrobiłby wszystko, by tylko mu ulżyć.
-Proszę.. Pomogę Ci, złap mnie za rękę, musisz mi uwierzyć. Obudzę Cię, gdy zaczniesz być niespokojny.
-Ale te sny są zawsze, to nic nie zmieni..Nie mam siły oddychać, duszę się tym, co się ze mną dzieje..- po dłuższej chwili kontynuował-zazwyczaj jest pełno wody- zacisnął powieki, dokładnie tak jakby nie chciał widzieć obrazu, który właśnie opisuje – fale są coraz wyższe. Z każdą chwilą jestem bliżej dna. Jestem sparaliżowany, ale tylko fizycznie. Czuje wszystko..Nie potrafię w danym momencie powiedzieć, czy to sen, czy rzeczywistość. To naprawdę wykańcza..- odetchnął. Poczuł na swoim policzku usta przyjaciela.
-Danny? - usłyszał głos dobiegający jakby z daleka.- Danny, wszystko w porządku?- Dźwięk ranił jego uszy. Gwałtownie usiadł na kanapie biorąc głęboki wdech. Przetarł oczy. Czuł ból w klatce piersiowej i swego rodzaju paraliż. Oddychał głośno i płytko, nie mogąc złapać właściwego oddechu. Zagarnął ręką włosy do tyłu i na chwilę ukrył twarz w dłoniach następnie, zjeżdżając nimi po twarzy, złapał się za kark.- Dan..?
-Uh, tak..W porządku. Tak myślę..
-Na pewno ? – Chłopak zapalił lampkę i otworzył lekko okno, widząc, że jego przyjaciel nie jest w najlepszym stanie. – Wyglądasz na zmęczonego. I przerażonego. Danny, coś się stało ? – Spytał zajmując miejsce obok niego.
-To tylko zły sen. Ostatnio mam je co raz częściej. Po prostu nie mogę się wyspać, czuję się potwornie zmęczony. Nie mam pojęcia jak długo to jeszcze potrwa, mam dość tych przeklętych nocy. – ostatnie kilka słów wypowiedział ze złością przez zaciśnięte zęby i ponownie ukrył twarz w dłoniach. Ben położył swoją dłoń na jego plecach.
-Rozumiem, ale, hej, już dobrze. Jestem tu.
-Dziękuję. Właściwie po co przyszedłeś ?
-Chciałem spytać, czy mogę pożyć laptopa, mój został w busie a nie mogę spać i trochę się nudzę. Nic takiego.
-Jasne, bierz, nie ma sprawy..
-Dzisiaj już nie będzie mi potrzebny. Nie zostawię Cię w takim stanie. Spójrz, ciągle się trzęsiesz, do tego oddychasz niespokojnie. Zostanę, jeśli nie masz nic przeciwko.
-Dziękuje. – Danny wtulił się w chude ramiona Bena, kładąc swoją głowę na jego ramieniu.
Tak bardzo potrzebował teraz kogoś, kot nie będzie pytał, kogoś, do kogo będzie mógł się przytulić i poczuć bezpiecznym. Te sny go wykańczały, w końcu ile można wytrzymać, budząc się z bezdechem, strachem w oczach i potem na całym ciele, nawet kilka razy w ciągu jednej nocy? Był osłabiony, miał sińce pod oczami, a w dzień jedyną rzeczą, która trzymała go na nogach była kawa, którą wlewał w siebie litrami. Dobrze, że mieli wolne od koncertów, nie dałby rady. Czuł, że stoi na granicy szaleństwa. Czasem, po przebudzeniu myślał o wszystkim, wypalając nawet i dwie paczki papierosów za jednym razem. Nie rozumiał sam siebie. Plątał się we własnych myślach, a każde pytanie, które zadawał sobie, by choć trochę wydostać się z tego bałaganu sprawiało, że zaplątywał się jeszcze bardziej. „To mnie wykończy..Jak długo jeszcze dam rade?” – ciągle ta jedna myśl obijająca się o wszystkie zakamarki jego czaszki.
Ben siedział w milczeniu gładząc włosy leżącego na jego kolanach Danny’ego, które oddech w końcu się uspokoił a ciało przestało drżeć.
Minęło już dobre półtorej godziny odkąd wymienili jakieś zdania. W pokoju panowała cisza. Gitarzysta zjechał dłonią z włosów na policzek młodszego od siebie chłopaka.
-Może spróbuj zasnąć ? – wyszeptał.
-Boj..- przerwał – nie chce. – Ben przymknął oczy słysząc jego zrezygnowany ton głosu. Martwił się, widząc w jakim stanie jest jego przyjaciel. Nie chciał, żeby cierpiał. Nie mógł sobie poradzić z myślą, że nie może mu pomóc, zrobiłby wszystko, by tylko mu ulżyć.
-Proszę.. Pomogę Ci, złap mnie za rękę, musisz mi uwierzyć. Obudzę Cię, gdy zaczniesz być niespokojny.
-Ale te sny są zawsze, to nic nie zmieni..Nie mam siły oddychać, duszę się tym, co się ze mną dzieje..- po dłuższej chwili kontynuował-zazwyczaj jest pełno wody- zacisnął powieki, dokładnie tak jakby nie chciał widzieć obrazu, który właśnie opisuje – fale są coraz wyższe. Z każdą chwilą jestem bliżej dna. Jestem sparaliżowany, ale tylko fizycznie. Czuje wszystko..Nie potrafię w danym momencie powiedzieć, czy to sen, czy rzeczywistość. To naprawdę wykańcza..- odetchnął. Poczuł na swoim policzku usta przyjaciela.
- Będzie z Tobą w porządku. Obiecuje. Hm, pomyśl, że jestem
przy Tobie, tam w tym śnie..Um, ponad falami.
-Dziękuję. – Zamknął oczy i wtulając się jeszcze bardziej w kolana i chłopaka, odetchnął głęboko z nadzieją, że już nic tej nocy go nie obudzi.
- Śpij dobrze. – Odpowiedział lekko się uśmiechając. Po chwili zaczął pół głosem nucić mu piosenkę- "I should've know the tides are getting higher. We can still survive. They think we're drowning but our heads are still above the waves. Above the waves..."
-Dziękuję. – Zamknął oczy i wtulając się jeszcze bardziej w kolana i chłopaka, odetchnął głęboko z nadzieją, że już nic tej nocy go nie obudzi.
- Śpij dobrze. – Odpowiedział lekko się uśmiechając. Po chwili zaczął pół głosem nucić mu piosenkę- "I should've know the tides are getting higher. We can still survive. They think we're drowning but our heads are still above the waves. Above the waves..."
O boże, piękne i inne niż reszta brusnopów.
OdpowiedzUsuńDziękuję :)
OdpowiedzUsuń